Znów o kawiarniach
Trafiłem na kolejny ciekawy film o kawiarniach w Polsce. Tym razem jest to wywiad z Adamem Ringerem, który stworzył sieć Green Caffè Nero.
Co w nim ciekawego?
- Po pierwsze, stwierdzenie, że za 70% sprzedaży odpowiadają stali klienci, którzy często mieszkają w promieniu 250 metrów od lokalu. Sporo daje to do myślenia w kontekście KBK, bo wciąż stosunkowo małą część bywalców stanowią ludzie z sąsiedztwa. Co prawda jest ich więcej niż było, ale zdecydowanie nie jest to 70%.
- Po drugie, potwierdzenie tego, co już od dawna wiem, że lokalizacja w przypadku kawiarni ma fundamentalne znaczenie. Często popełniany błąd (wg Ringera) to oszczędzanie na lokalu. Próbuje się ciąć koszty biorąc "prawie dobre" miejsca. A potem się to mści.
- Po trzecie, że w przypadku Green Caffè Nero początki wcale nie były proste, że trzeba było dokładać przez dłuższy czas i część wspólników nie wytrzymała tej presji.
Ringer niespodziewanie (dla mnie) nawiązuje też do koncepcji trzeciego miejsca, ale jak zwykle lekko ją wypacza, bo Oldenburgowi nie chodziło o lokale, w których barista nas poznaje, ale gdzie jest otwarta, lokalna społeczność i żywe dyskusje. W Green Caffè Nero nawet z tymi baristami byłby problem, bo słyszałem, że obsługa bardzo często się tam zmienia (przynajmniej w Krakowie).
Wywiad zbiegł się w czasie z innym znaleziskiem. Otóż kilka dni temu odbyła się licytacja baru kawowego Rio przy ul. św. Jana. Dla niewtajemniczonych: końcem września ubiegłego roku zamknęło się "kultowe" miejsce, w którym dawno temu spotykała się śmietanka towarzyska Krakowa. Media się o tym rozpisywały, więc miasto, które jest właścicielem lokalu uznało, że musi coś zrobić. Przejęli więc szyld, wyposażenie i zrobili licytację z warunkiem kontynuacji tego jako baru Rio. Z lekkim pobłażaniem patrzyłem na ten pomysł, bo lokale to ludzie a nie ściany i w sumie nie dziwi mnie, że tępe łby urzędników nie potrafią tego pojąć.
No w każdym razie była licytacja. Zgłosiło się kilku chętnych. I ostatecznie wygrała oferta 350 zł za metr. Lokal ma ich 50, więc 17500 za miesiąc. Czy w lokalu, który ma takie koszta na starcie może powstać miejsce trzecie? Śmiem twierdzić, że nie. Zrobi się z tego kolejna knajpa dla turystów. Ot, pudrowanie trupa.
W Krakowie mamy duży problem z "kultowymi miejscami", które każdy kocha, ale nikt do nich nie chodził. Wystarczy wrzucić jakiekolwiek zdjęcie "starego kina", by przeczytać narzekania boomerów.