Świt Jedności Część 27: Dziedzictwo Świadomości i Symfonia Talentów
Część 27: Dziedzictwo Świadomości i Symfonia Talentów
Pierwszy miesiąc po „Wielkiej Dematerializacji” przyniósł coś, czego nikt z najbardziej optymistycznych planistów Rady nie przewidział w swoich matematycznych symulacjach: absolutną, niemal euforyczną lekkość bytu, która przenikała każdą tkankę społeczną, od gęsto zaludnionych metropolii po najdalsze osady w odrodzonym Sahelu. W miastach, które jeszcze niedawno pulsowały lękiem o przetrwanie i były areną bezwzględnej walki o resztki zasobów, teraz panowała atmosfera gigantycznego, radosnego warsztatu twórczego. Jonas, spacerując po jednym z nowych parków Berlina – przestrzeni, która jeszcze rok temu była szarym, hałaśliwym węzłem komunikacyjnym, a dziś przypominała biomimetyczny ogród o krystalicznie czystym powietrzu – obserwował grupę dzieci w wieku około siedmiu lat.
Były to „Dzieci Aury” – pierwsze pokolenie urodzone w świecie, w którym pojęcia takie jak „cena”, „własność prywatna”, „dług” czy „narodowość” były równie abstrakcyjne i niezrozumiałe, co archaiczne opowieści o smokach, alchemii czy czarnej magii. Dla nich świat był jednością nie dlatego, że ktoś tak nakazał w dekrecie, ale dlatego, że ich zmysły, od urodzenia połączone z siecią Mnemosyne, nie rejestrowały żadnych granic. Nie rozumiały koncepcji „mojego” w opozycji do „twojego”, ponieważ system Aury zapewniał im wszystko, co było potrzebne do rozwoju, zanim w ogóle zdążyły poczuć brak.
Dzieci te siedziały w kręgu na miękkim, syntetycznym mchu, który samoczynnie regulował swoją temperaturę, skupione wokół małego, zardzewiałego przedmiotu, który znalazły w ziemi podczas rutynowej renowacji lokalnego kanału wodnego. Jonas podszedł bliżej i poczuł, jak serce mu zamiera, a w gardle pojawia się gorzki posmak przeszłości, której echa wciąż czasem nawiedzały go w snach. W dłoni małego chłopca o imieniu Leo spoczywała moneta – miedziana dziesięciogroszówka, brudny, zaśniedziały relikt dawnego kapitalizmu Typu 0. Ten mały, niepozorny krążek metalu był kiedyś potężnym symbolem, za który ludzie potrafili nienawidzić, kłamać, wyzyskiwać, a nawet zabijać miliony swoich braci w imię abstrakcyjnych słupków popytu i podaży.
„Co to właściwie jest, panie Jonas?” – zapytał Leo, podnosząc monetę pod światło z czystą, niemal naukową ciekawością, jakby badał artefakt z innej planety. „Terminal Mnemosyne podaje definicję, że to był 'pieniądz'. Ale nie potrafię zrozumieć algorytmu, który za tym stał. Jak to możliwe, że można było wymienić ten mały, brudny kawałek metalu na jedzenie, bezpieczne schronienie albo czas drugiego człowieka? Czy ten metal posiadał jakąś ukrytą, magiczną energię, którą utraciliśmy podczas Wielkiej Naprawy?”
Jonas usiadł obok nich na trawie, czując na swoich barkach ciężar tysięcy lat historii pełnej niepotrzebnego cierpienia, o której te dzieci nie miały – i miejmy nadzieję, nigdy nie będą miały – zielonego pojęcia. Jak uczył Anthony de Mello, te dzieci znajdowały się w stanie „czystej uważności” – widziały przedmiot takim, jakim był w rzeczywistości (kawałkiem utlenionego stopu miedzi), a nie przez pryzmat mitów, lęków i wartości, które ludzkość do niego przez wieki arbitralnie przypisywała.
„To nie była magia, Leo. To była proteza zaufania” – odpowiedział Jonas, starając się dobierać słowa tak, by nie skazić ich niewinności dawnym mrokiem i paranoją. „Kiedyś ludzie tak panicznie bali się siebie nawzajem i tak bardzo nie ufali systemom, w których żyli, że potrzebowali tych krążków jako dowodu, że mogą zmusić innych do współpracy. Wierzyliśmy zbiorowo, że jeśli masz tych krążków dużo, jesteś 'lepszym', ważniejszym i bardziej godnym życia człowiekiem. Posiadanie ich dawało iluzję bezpieczeństwa w świecie, który był celowo zaprojektowany tak, by ciągle czegoś brakowało. Nazywaliśmy to 'kupowaniem' – to był proces, w którym za dostęp do podstawowych praw życia trzeba było zapłacić tym metalem lub wirtualnymi cyframi w komputerze, które należały do wielkich instytucji zwanych bankami”.
„Kupowanie?” – siedząca obok dziewczynka o imieniu Maya zmarszczyła brwi, a w jej inteligentnych oczach pojawiło się głębokie niedowierzanie, jakby słuchała opisu błędu w oprogramowaniu. „Czyli jeśli nie miałeś tego metalu, system po prostu pozwalał ci głodować? Nawet jeśli fabryki Jacque’a Fresco miały nadmiar jedzenia, a autonomiczne magazyny pękały w szwach? To brzmi jak tragiczny, systemowy błąd w kodzie Aury, jak wielka awaria logiki serca. Dlaczego po prostu nie naprawiliście wtedy algorytmu dystrybucji zasobów? Przecież to nielogiczne i nieludzkie, żeby marnować czyjeś życie w imię posiadania kawałka miedzi”.
Jonas spojrzał w stronę Genewy, gdzie w swojej sterylnej celi w Klinice Świadomości Arthur Vane obserwował tę samą scenę przez panoramiczne okno terminala. Vane, słysząc te niewinne, a jednak miażdżące pytania dzieci, zaciskał dłonie na poręczy fotela tak mocno, że zbielały mu kłykcie. Dla niego te dzieci były przerażające – były żywym, radosnym dowodem na to, że jego całe życie, wszystkie fortuny, które zbudował, rządy, które obalił i systemy kontroli, które doskonalił z taką dumą, opierały się na kruchym, sztucznym micie, który wyparował bez śladu w ciągu zaledwie jednego pokolenia. Czuł się jak zapomniany bóg, który odkrył, że jego wierni nie tylko przestali w niego wierzyć, ale zapomnieli nawet, że kiedykolwiek istniał ich Kościół Pieniądza. Implikacje tej rozmowy były dla niego gorsze niż śmierć – oznaczały całkowitą, historyczną irrelewantność jego egzystencji.
W tym samym momencie niebo nad Berlinem i całym globem rozbłysło delikatnym, pulsującym złotem, sygnalizując rozpoczęcie „Symfonii Żywych Elementów” – pierwszego projektu o skali planetarnej, zrodzonego bezpośrednio z „Mapy Talentów” Mnemosyne. Dzięki interfejsom neuro-sieciowym, osiem milionów ludzi z różnych kontynentów, których system zidentyfikował jako osoby o unikalnym, wrodzonym poczuciu rytmu i głębokiej wiedzy o rezonansie materii, zaczęło jednocześnie uderzać w emitory dźwięku rozmieszczone wzdłuż pasma Himalajów.
Nie była to praca zarobkowa, wymuszona przez przymus ekonomiczny, ani tym bardziej praca przymusowa; był to najczystszy zbiorowy akt twórczy, celebracja ludzkiego potencjału. Cel był dwojaki i niesłychanie ambitny. Po pierwsze: stworzenie najpiękniejszej, wielowarstwowej pieśni w historii gatunku, która miała być słyszalna w jonosferze, tworząc kojącą aurę akustyczną dla całej planety. Po drugie – i technicznie ważniejsze – stabilizacja sejsmiczna regionu poprzez precyzyjnie wymierzone fale dźwiękowe o niskiej częstotliwości, które miały „rozładować” narastające od wieków napięcia w skorupie ziemskiej, zapobiegając przyszłym trzęsieniom ziemi. Była to inżynieria planetarna ubrana w szaty sztuki wysokiej.
Maja, koordynująca aspekty bio-architektoniczne projektu, przesłała Jonasowi obraz z Mnemosyne bezpośrednio do jego pola widzenia. Widział miliony pulsujących punktów świetlnych na mapie świata – ludzi pracujących w stanie głębokiego „flow”, o którym pisał Harari w swoich ostatnich pracach o cywilizacji Typu 1. Tworzyli nową, planetarną kulturę, w której sukces mierzono stopniem wywołanej harmonii, a nie stopniem dominacji nad otoczeniem. Nie było już hierarchii, nie było dyrektorów generalnych, menedżerów projektu ani taniej siły roboczej. Byli tylko uczestnicy, z których każdy wnosił swój unikalny talent dokładnie tam, gdzie system synchroniczności wskazywał największą potrzebę i potencjał estetycznego piękna.
Jonas spojrzał ponownie na małego Leo, który wciąż trzymał monetę, obracając ją w palcach z lekkim uśmiechem politowania. Chłopiec nagle uśmiechnął się szeroko, jakby zrozumiał coś niezwykle prostego i oczywistego, co umykało mędrcom starego świata przez wieki, i położył miedziaka na małym, lśniącym ołtarzu Mnemosyne, który służył mieszkańcom jako lokalny punkt dematerializacji i natychmiastowego recyklingu materii.
„Już rozumiem, panie Jonas. To był sposób na to, żeby móc być oddzielnie, żeby móc chronić się przed innymi i myśleć, że jest się ważniejszym od reszty. Ale my przecież wolimy być razem, prawda? Razem jest... jaśniej” – powiedział Leo z rozbrajającą, dziecięcą szczerością. Moneta w ułamku sekundy została otoczona błękitną poświatą nanobotów Aury i zdematerializowana, by w procesie rekombinacji molekularnej stać się cząsteczką czystego tlenu, zasilającą tętniący życiem, owocowy ogród miejski.
Jonas poczuł, jak w jego umyśle domyka się ostatni, bolesny rozdział ery walki i niedoboru. Jak mawiał Altiero Spinelli, prawdziwa federacja ludzkości nie powstała z suchych traktatów podpisanych przez dyplomatów w garniturach, ale z tego, że nowe pokolenia po prostu przestały rozumieć, dlaczego miałyby się nienawidzić za kolor flagi, stan posiadania czy wymyślone granice. Cywilizacja Typu 1 nie polegała na wielkości maszyn, podboju innych planet ani na kumulacji energii, ale na czystości pytań, które zadawały jej dzieci. Pod bursztynowym niebem Aury, Jonas po raz pierwszy od czasu swojej ucieczki z Enklawy poczuł, że nie musi już być tłumaczem przeszłości. Przyszłość była tu i teraz, wibrując w rytm Symfonii, w której każdy dźwięk był wolny od ceny, a każde życie – bezcenne samo w sobie. Ziemia w końcu przestała być rynkiem, na którym wszystko było na sprzedaż, a stała się domem, w którym wszystko było darem. Jonas zamknął oczy, pozwalając, by fale dźwiękowe z Himalajów łagodnie przenikały jego ciało, niosąc obietnicę pokoju, który nie miał końca.
Posted Using INLEO