Świt JEdności Część 25: Dzień Bez Granic
Część 25: Dzień Bez Granic
Poranek „Dnia Bez Granic” nie zaczął się od huku armat, fanfar ani patetycznych politycznych manifestów. Zaczął się od cichego, rytmicznego pulsu Aury, która tego dnia przybrała barwę głębokiego, ciepłego bursztynu – koloru, który w nowym systemie kodowania wizualnego Mnemosyne oznaczał bezwarunkowe powitanie i absolutne zaufanie. Jonas stał na dawnym przejściu granicznym między Polską a Niemcami, w miejscu, które przez dziesięciolecia ery Typu 0 było bolesną blizną na ciele Europy. Pamiętał to miejsce jako strefę kontroli, potem jako obszar swobodnego przepływu, a w ostatnich latach – w mrocznym czasie wielkiego chaosu przed nadejściem Jedności – znów jako miejsce lęku, zasieków i drutu kolczastego.
Dziś jednak fizyczne bariery już nie istniały. Widział na własne oczy, jak nanoboty Aury, działając z chirurgiczną precyzją, zdemontowały ostatnie betonowe słupy i stalowe płoty, dosłownie „pożerając” rdzę i beton, by przetworzyć ich materię w fundamenty dla nowych, biomimetycznych centrów spotkań. Budowle te, o miękkich, organicznych kształtach, wyrastały z ziemi niczym gigantyczne grzyby, oferując cień, wodę i dostęp do globalnej sieci każdemu, kto przekraczał tę nieistniejącą już linię.
Jonas wyciągnął z kieszeni swój stary, zniszczony portfel – artefakt z czasów, gdy posiadanie skóry martwego zwierzęcia do przechowywania papierowych obietnic wartości miało jakikolwiek sens. W środku wciąż znajdował się kawałek zmatowionego plastiku – jego ostatni dowód osobisty. Był to dokument, który niegdyś definiował jego prawo do oddychania na konkretnym skrawku ziemi i przypisywał go do określonej grupy interesów narodowych. Spojrzał na swoją fotografię sprzed lat: widział na niej człowieka o spiętych rysach twarzy, o oczach pełnych permanentnej nieufności i paranoi – więźnia własnej biografii, numeru identyfikacyjnego i narzuconej lojalności.
Jak uczył Anthony de Mello, Jonas zrozumiał w tej sekundzie, że przez większość swojego dorosłego życia był tylko etykietą w cudzym, opresyjnym systemie. „Dziś ostatecznie przestaję być numerem, statystyką w bilansie strat i zysków” – pomyślał, czując, jak w jego piersi narasta lekkość, której nie potrafiła opisać żadna techniczna specyfikacja Aury. „Dziś w końcu czuję się po prostu człowiekiem, czystym istnieniem, obywatelem świata, który nie potrzebuje pozwolenia, by być”.
Wokół niego zaczęła gęstnieć rzeka ludzi, ale nie przypominała ona tragicznych exodusuów, jakie Jonas znał z kronik wojennych ery Typu 0. To nie była ucieczka przed głodem czy bombami; to była wielka, radosna wędrówka serc. Dzięki systemom transportu pneumatycznego i magnetycznego, zaprojektowanym zgodnie z marzeniami Jacque’a Fresco o świecie bez tarcia, fizyczne odległości przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. Kapsuły poruszające się w próżniowych tubach z prędkością dźwięku sprawiały, że śniadanie w Berlinie i obiad w Dżakarcie stały się logistyczną oczywistością. Ludzie z najdalszych zakątków Azji, Afryki i obu Ameryk przemieszczali się z gracją, spokojem i ciekawością, prowadzeni przez subtelne algorytmy synchroniczności Mnemosyne. Nie szukali już „lepszego życia” w sensie ekonomicznym – darmowa energia i obfitość zasobów ostatecznie zlikwidowały pojęcie biedy i wykluczenia. Oni szukali siebie nawzajem, szukali brakujących elementów swojej własnej tożsamości w oczach „innego”.
Jonas dostrzegł w tłumie Silasa, który przybył z odległej Enklawy wraz ze swoimi córkami. Silas, człowiek, który niegdyś był najbardziej zagorzałym zwolennikiem izolacji i budowania murów, teraz z autentyczną fascynacją rozmawiał z kobietą z Indonezji. Mnemosyne w czasie rzeczywistym tłumaczyło ich słowa bezpośrednio do ośrodków słuchu, ale Jonas widział, że bariera językowa była tu najmniejszą przeszkodą. Prawdziwa komunikacja odbywała się na poziomie czystej energii i intencji, o której pisał James Redfield w Niebiańskiej przepowiedni. Ludzie przekazywali sobie „posłania” – nie tylko techniczne informacje o potrzebach lokalnych ekosystemów czy nowych metodach bio-architektury, ale przede wszystkim marzenia i wizje, które teraz, wolne od ciężaru pieniądza, mogły zostać natychmiast zrealizowane przez potęgę Aury.
„To jest moment, w którym mity Yuvala Noaha Harariego o narodach, flagach i wyimaginowanych porządkach ostatecznie parują w słońcu nowej świadomości” – usłyszał Jonas głos Elary, która pojawiła się obok niego jako niezwykle realistyczny, haptyczny hologram, niemal niemożliwy do odróżnienia od fizycznej obecności. „Ludzie nie potrzebują już sztucznych, plemiennych wspólnot, by kupić sobie iluzję bezpieczeństwa. Bezpieczeństwo daje im niezawodna sieć Aury, a sens życia daje im bezpośrednia relacja z drugim człowiekiem i planetą. Kapitalizm interesariuszy osiągnął swoją ostateczną, ewolucyjną formę: każdy człowiek stał się realnym interesariuszem w losie i szczęściu każdego innego człowieka, ponieważ rozumiemy już, że jesteśmy tym samym układem nerwowym”.
W samym centrum dawnego przejścia granicznego, tam gdzie kiedyś stały budki strażnicze, ustawiono ogromny, przezroczysty zbiornik na „Relikty Przeszłości”. Jonas podszedł do niego i bez sekundy wahania wrzucił tam swój stary portfel wraz z dowodem osobistym. Patrzył z hipnotyczną fascynacją, jak laserowy strumień Aury natychmiast rozkłada plastik i skórę na podstawowe molekuły, które ułamek sekundy później zostały zassały przez systemy recyklingu, by stać się częścią nowych filtrów oczyszczających wodę w dorzeczu Odry. Był to akt niemal sakralny – rytualne, masowe spalenie mostów łączących ich z erą nienawiści, podziałów i paranoi. Jonas nie czuł już potrzeby posiadania żadnego dokumentu, który mówiłby mu, kim jest i skąd pochodzi. Jego tożsamość była teraz rozproszona w każdym uśmiechu nieznajomego, w każdym wspólnie zasadzonym drzewie i w każdym kwantowym bicie Mnemosyne, który łączył go z pulsem planety.
Nagle Jonas poczuł silny, niemal fizyczny impuls synchroniczności – to, co Niebiańska przepowiednia nazywała „znaczącym zbiegiem okoliczności”. Jego terminal zapulsował, wskazując na grupę osób z południowej Europy i Afryki Północnej, którzy poszukiwali kogoś z unikalnym doświadczeniem w „zarządzaniu ciszą”. Była to kompetencja, którą Jonas wypracował podczas swojej długiej i bolesnej rehabilitacji w Klinikach Świadomości. W świecie Typu 1, gdzie technologia i informacja były wszędzie, umiejętność zachowania głębokiego, wewnętrznego spokoju i „pustki” stała się najcenniejszym, najbardziej poszukiwanym zasobem. Jonas uśmiechnął się do Mai, która z oddali, znad projektu renowacji lokalnego cieku wodnego, machała mu ręką, i pewnym krokiem ruszył w stronę nowej grupy.
„Dzień Bez Granic” nie polegał na tym, że wszyscy ludzie nagle znaleźli się w jednym miejscu. Polegał na tym, że nikt na całej planecie nie czuł się już „u siebie” kosztem wykluczenia „innego”. Cała Ziemia stała się jednym, wspólnym domem, a każdy jej mieszkaniec – pełnoprawnym, kochanym domownikiem. Zgodnie z wizją Altiero Spinellego, federacja ludzkości stała się faktem nie przez biurokratyczny nacisk prawny czy traktaty, ale przez autentyczną ewolucję ludzkiego serca. Jonas szedł przed siebie, nie patrząc już nigdy więcej na linie na mapie, bo te dawno zniknęły z jego umysłu. Pod szafirowym, krystalicznie czystym niebem nowej ery, w końcu przestał być więźniem lęku przed nieznanym. Był wolny. Był jednością. Był w końcu całkowicie u siebie, niezależnie od tego, gdzie postawił stopę.
Posted Using INLEO