Boże Narodzenie bez lukru: Historyczne śledztwo w sprawie faktów i mitów


Czy na pewno wiesz, co świętujesz?
Czy osoba niewierząca może ubierać choinkę? To pytanie, które co roku wywołuje gorące dyskusje, często opiera się na błędnym założeniu, że wszystkie świąteczne tradycje mają czysto chrześcijańskie korzenie. Prawda jest jednak o wiele bardziej złożona i fascynująca. Jak zauważa prof. Marcin Majewski, teolog i biblista, wiele symboli, które uznajemy za nieodłącznie związane z Bożym Narodzeniem, zostało zaadaptowanych przez chrześcijaństwo z kultury świeckiej, a nawet pogańskiej. Choinka, kolędy, a nawet dzielenie się opłatkiem, wywodzące się z tradycji dworsko-szlacheckiej, to wynik wielowiekowej ewolucji, nakładania się na siebie różnych tradycji i kulturowych zapożyczeń. Zapraszamy w podróż, która oddzieli historyczne fakty od narosłych przez stulecia mitów. Przygotuj się na Boże Narodzenie bez lukru – takie, które może cię zaskoczyć.
Świąteczna scenografia: Skąd wzięły się symbole Bożego Narodzenia?
Zanim przejdziemy do głównych bohaterów, przyjrzyjmy się otoczeniu, które tak dobrze znamy z jasełek i świątecznych kartek. Okazuje się, że wiele z tych elementów jest znacznie nowszych i ma inne pochodzenie, niż nam się wydaje.
Choinka: protestancki wynalazek z XIX wieku
Wbrew powszechnemu przekonaniu, choinka jest w Polsce zwyczajem stosunkowo nowym, bo pochodzącym dopiero z XIX wieku. Co ciekawe, jej popularyzację zawdzięczamy protestantom, a nie katolikom. Jak wyjaśnia prof. Majewski, zielone drzewko pośród zimowej martwoty stało się dla nich potężnym symbolem życia triumfującego nad śmiercią.
Kolędy: od świeckich przyśpiewek do pieśni religijnych
Słowo „kolęda” pochodzi od łacińskiego calendae, które w starożytnym Rzymie oznaczało pierwszy dzień miesiąca i święto nowego roku. Pierwotnie kolędy były świeckimi, ludowymi przyśpiewkami śpiewanymi z okazji nadejścia nowego roku, a ich treść bywała czasem bardzo dosadna, a nawet pikantna. Dopiero z czasem, pod wpływem chrześcijaństwa, te melodie zaczęły nasiąkać treściami religijnymi, ewoluując w pieśni bożonarodzeniowe, które znamy dzisiaj.

Stajenka, wół i osioł: siła obrazu i nadinterpretacji
Tradycyjna szopka, którą znamy, jest w dużej mierze efektem średniowiecznej wyobraźni, a nie bezpośrednim odzwierciedleniem przekazu biblijnego.
Dom, nie stajenka
Ewangelia Mateusza wcale nie wspomina o stajence. Mówi, że mędrcy przybyli do domu (oikos), aby zobaczyć nowonarodzone dziecko.
Grota, nie budynek
Nawet jeśli przyjmiemy, że Jezus urodził się wśród zwierząt, to najprawdopodobniej miało to miejsce w grocie, a nie w drewnianej szopie. W tamtych czasach groty często służyły jako schronienie dla stad.
Skąd wzięły się zwierzęta?
Prof. Majewski przedstawia tu frapującą hipotezę: wół i osioł trafiły do sceny narodzin w wyniku interpretacji proroctwa z Księgi Izajasza: „Wół rozpoznaje swego pana i osioł żłób swego właściciela”. Zwierzęta te miały symbolicznie pokazać, że w przeciwieństwie do ludzi, one rozpoznały swojego Stwórcę.
Rola św. Franciszka
Popularyzację szopek i jasełek zawdzięczamy św. Franciszkowi z Asyżu. Jego żywe, inscenizowane szopki z XIII wieku służyły jako „Biblia dla ubogich” – obrazowy sposób na przybliżenie historii narodzin Jezusa ludziom, którzy nie potrafili czytać. Te symbole to jednak tylko scenografia. Prawdziwe niespodzianki kryją się w obsadzie, której prawdziwe oblicza przez wieki skryła pobożna legenda.
Galeria postaci: Prawdziwe oblicza bohaterów świąt
Postacie związane z Bożym Narodzeniem również przeszły znaczącą transformację, a ich historyczne pierwowzory dalece odbiegają od bajkowych wizerunków.

Święty Mikołaj: historyczny biskup, który pomagał "niegrzecznym"
Święty Mikołaj to postać historyczna – biskup z Myry żyjący w IV wieku. Jednak jego misja była zupełnie inna niż ta, którą przypisujemy mu dzisiaj. Historyczny Mikołaj wręczał prezenty ludziom z marginesu – żyjącym w biedzie, uwikłanym w kradzieże czy prostytucję. Pomagał więc "niegrzecznym", by mogli wyjść ze swoich tarapatów, a nie nagradzał grzeczne dzieci za dobre sprawowanie. Jest to całkowite odwrócenie dzisiejszego, moralizatorskiego wizerunku Mikołaja, który przychodzi tylko do tych, którzy na to zasłużyli.
Pasterze: nie idylliczni chłopcy, a "rzezimieszki" z marginesu
Zapomnij o obrazie delikatnych chłopców grających na fujarkach. W realiach starożytnego świata pasterze byli często twardymi, ogorzałymi mężczyznami o szemranej reputacji. Prof. Majewski opisuje ich jako "rzezimieszków" czy wręcz "bandziorów", którzy siłą walczyli o dostęp do pastwisk i studni, często żyjąc na granicy prawa. Ich obecność przy narodzinach Jezusa ma głęboki sens teologiczny – pokazuje, że Dobra Nowina jest skierowana w pierwszej kolejności do tych z marginesu społecznego.
Trzej Królowie: ani królowie, ani trzej
Postacie, które tradycyjnie nazywamy Trzecia Królami, są prawdopodobnie najbardziej zmitologizowanymi bohaterami tej historii. Poniższa tabela zestawia popularne wyobrażenie z tym, co faktycznie mówi Ewangelia Mateusza.

| Mit (Wyobrażenie tradycyjne) | Fakt (Co mówi źródło biblijne?) |
|---|---|
| Byli królami. | Byli "magami" (magoi), czyli uczonymi, badaczami gwiazd. |
| Było ich trzech. | Biblia nie podaje ich liczby; 3 to wniosek wyciągnięty z 3 darów. |
| Mieli na imię Kacper, Melchior i Baltazar. | Imiona te pochodzą z późnej tradycji średniowiecznej. |
Dlaczego więc magów zamieniono na królów? Jak wyjaśnia prof. Majewski, stało się tak z trzech głównych powodów. Po pierwsze, chciano nadać im większą godność. Po drugie, starano się zniwelować negatywne skojarzenia ze słowem "magia". Wreszcie, pragniono nawiązać do starotestamentowych proroctw mówiących o królach ze Wschodu, którzy przybędą oddać pokłon Mesjaszowi. Jak widać, opowieść bożonarodzeniowa konsekwentnie wynosi na pierwszy plan postaci z marginesu: "niegrzecznych", którym pomaga Mikołaj, "bandytów" w osobach pasterzy i obcych, pogańskich mędrców. Gdy już zdemaskowaliśmy tożsamość głównych aktorów, czas zadać fundamentalne pytania o czas i miejsce akcji. Tu również czeka nas detektywistyczna zagadka.
Czas i miejsce akcji: Detektywistyczne śledztwo wokół narodzin
Data, rok, a nawet miejsce narodzin Jezusa są przedmiotem ożywionej debaty historyków i teologów.

Data 25 grudnia: symbolika przesilenia, a nie fakt historyczny
Data 25 grudnia została wybrana ze względów symbolicznych, a nie dlatego, że odpowiada historycznej dacie narodzin.
- Ewangelie milczą na temat dziennej daty, a opis pasterzy nocujących z owcami na polach sugeruje raczej cieplejszy miesiąc.
- Wbrew popularnej tezie, chrześcijanie nie "ukradli" daty pogańskiemu świętu Niezwyciężonego Słońca (Sol Invictus). Zdaniem prof. Majewskiego oba święta powstały mniej więcej w tym samym czasie (przełom III i IV wieku), czerpiąc z tej samej, potężnej symboliki.
- Kluczowa jest symbolika przesilenia zimowego: moment, w którym dzień zaczyna zwyciężać nad nocą, a światło nad ciemnością. Zarówno dla Rzymian czczących słońce, jak i dla chrześcijan widzących w Jezusie "światłość świata", był to idealny moment na świętowanie nowego początku i nadziei. Zresztą, cały ten okres w Rzymie był czasem symbolicznego odwrócenia ról – podczas święta Saturnaliów panowie na jeden dzień usługiwali swoim niewolnikom, co doskonale rezonuje z ideą Wcielenia, w której Bóg staje się człowiekiem.
Rok narodzin: Dlaczego Jezus urodził się przed Chrystusem?
To brzmi jak paradoks, ale jest faktem historycznym. Nasza rachuba lat opiera się na obliczeniach mnicha Dionizjusza Mniejszego z VI wieku, który próbował ustalić datę narodzin Chrystusa. Niestety, pomylił się w swoich kalkulacjach o około 6-7 lat. Wiemy na pewno, że król Herod Wielki zmarł w 4 roku p.n.e., a Ewangelie zgodnie podają, że Jezus urodził się za jego panowania. Z tego prostego faktu wynika, że Jezus musiał narodzić się co najmniej 4-7 lat "przed naszą erą".
Miejsce narodzin: Spór historyków o Betlejem i Nazaret
Czy Jezus urodził się w Betlejem, czy może jednak w Nazarecie? Argumenty rozkładają się po obu stronach.
- Argument za Nazaretem: Najstarsze teksty chrześcijańskie, takie jak listy św. Pawła i Ewangelia Marka, konsekwentnie nazywają Jezusa "Nazarejczykiem" lub "Galilejczykiem" i ani razu nie wspominają o Betlejem.
- Argument za Betlejem: Późniejsze Ewangelie (Mateusza i Łukasza), choć przedstawiają zupełnie inne okoliczności narodzin, zgodnie i z uporem twierdzą, że Jezus narodził się w Betlejem. Dla prof. Majewskiego ten upór, mimo rozbieżności w szczegółach, świadczy o historycznej wartości tego przekazu.
Skoro tyle wiemy o samych narodzinach, co działo się potem? Ostatni element naszej historycznej układanki to wielka tajemnica dzieciństwa Jezusa.
Wielka tajemnica: Co działo się z Jezusem między narodzinami a dorosłością?
Okres dzieciństwa i młodości Jezusa jest niemal całkowicie przemilczany w Biblii, co stało się pożywką dla wyobraźni późniejszych pokoleń.

Dzieciństwo przemilczane przez Biblię
Ewangelie kanoniczne niemal całkowicie pomijają okres między narodzinami a początkiem publicznej działalności Jezusa. Było to typowe dla starożytnych biografii, które koncentrowały się na dwóch kluczowych momentach życia wielkiej postaci: jej cudownych narodzinach oraz jej publicznej misji. Cały okres "pomiędzy" uznawano za mniej istotny.
Dziecko o boskiej mocy: niepokojący obraz z apokryfów
Tę lukę w opowieści szybko wypełniły teksty niekanoniczne, tzw. apokryfy, takie jak "Ewangelia Dzieciństwa Tomasza". Wyobraźmy sobie kapryśne dziecko, które nagle otrzymuje pełnię boskich mocy. Obraz małego Jezusa, jaki wyłania się z tych opowieści, jest właśnie taki: nieobliczalny i groźny. Gdy potrąca go rówieśnik, sprawia, że ten pada martwy. Kiedy nauczyciel próbuje go skarcić, również kończy bez życia. Innym razem zamienia kolegów z zabawy w kozły. Celem tych legendarnych historii nie było przedstawienie faktów, lecz zaspokojenie ciekawości wiernych oraz podkreślenie, że Jezus od samego początku posiadał boską moc i mądrość przewyższającą wszystkich nauczycieli.
Jaki jest więc prawdziwy sens świąt?
Odkrycie historycznych faktów i oddzielenie ich od tradycji nie musi odbierać świętom magii. Wręcz przeciwnie, pozwala dotrzeć do ich głębszego, uniwersalnego sensu. Jak podsumowuje prof. Majewski, znaczenie Bożego Narodzenia można postrzegać z dwóch perspektyw.

Dla wierzących
Jest to święto Wcielenia – momentu, w którym Bóg staje się człowiekiem. Z teologicznego punktu widzenia jest to kluczowy akt obdarowania ludzkości, być może nawet ważniejszy niż Wielkanoc, ponieważ to właśnie w narodzinach Jezusa dokonało się przebóstwienie ludzkiej natury (czyli jej wyniesienie i zjednoczenie z boskością).
Dla wszystkich (perspektywa uniwersalna)
Oczyszczone z historycznych naleciałości, Boże Narodzenie ukazuje swoje uniwersalne jądro. To święto nowego początku, nadziei i zwycięstwa światła nad ciemnością, którego symbolika jest zakorzeniona w samym rytmie kosmosu – przesileniu zimowym. To czas, który symbolizuje możliwość odrodzenia i spojrzenia z optymizmem w przyszłość. Przede wszystkim jednak, w zabieganym świecie, jest to czas na spotkanie, budowanie relacji i przebaczenie, gdzie największym darem nie jest przedmiot, ale wspólnie spędzony czas.
Posted Using INLEO