RE: Miejsca trzecie i logika rynku
You are viewing a single comment's thread:
Rozumiesz teraz skąd to oczekiwanie że w miejscu jakie tworzysz kawa powinnan być za symboliczną kwote?
Dzięki za komentarz. Sęk w tym, że w KBK kawa jest za 4 rycary, czyli 8 PLN. Przez lata była za 2 rycary, czyli 4 PLN. Podobnie jak herbata. Aby miejsce się utrzymało z takimi stawkami musiałyby być w nim tłumy, co nie jest niemożliwe, ale wymaga lat pracy lub ogromnych środków włożonych w marketing. Nikomu się to nie kalkuluje.
Aby talkie miejsca powstawały w dzisiejszych czasach trzeba zgromadzić społeczność która oprze je na akcjonariacie i wspólnej własności.
Teoria zawsze wygląda super, ale praktyka zwykle jest inna. Na podobnej zasadzie działa KBK. Każdy za wsparcie/zaangażowanie dostaje rycary i są one swego rodzaju akcjonariatem, bo określają siłę głosu. Równocześnie może dostać za nie np. herbatę. Sądziłem, że rozwiąże to wszystkie problemy. Że ludzie będą chcieli mieć rycary, więc będą się angażować. No i przez lata był z tym problem. Dopiero od niedawna system zaczął działać. Dlaczego? Bo osiągnęliśmy masę krytyczną, czyli zaczęło przychodzić tyle ludzi, że w lokalu zaczął być ruch, a to zaczęło przyciągać kolejnych ludzi.
Model, który proponujesz jest nieco inny, ale problemy te same. 20 osób się zrzuci. W większości przypadków się to nie uda (próbowaliśmy). Załóżmy jednak optymistyczny wariant. Udaje się. No i ktoś tam musi przecież siedzieć, żeby było otwarte. Ludzie pracują, więc jest z tym problem. Można oczywiście dorobić klucze. Problem w tym, że wtedy ktoś przychodzi i jest pusty lokal. Czeka 2 godziny, nikogo nie ma i wychodzi z poczuciem straconego czasu. O "osobach satelickich" nawet nie wspominam. Ludzie mogą się oczywiście umówić, ale nie o to przecież chodzi w miejscach trzecich. Do tego dochodzą inne kwestie. Np. naprawy. U nas przez 3 miesiące wypadała klamka od drzwi wejściowych, czasem trzeba było wyskakiwać przez okno. W końcu @edwinedwin się tego podjął. Ale wniosek jest jasny: samo nic się nie naprawi i nikt się do tego nie garnie. Pomijam inne kwestie: sprzątanie, zaopatrzenie etc. Reasumując: kierunek jest dobry, ale jego wdrożenie najczęściej zakończy się fiaskiem. W przypadku KBK się udało, ale tylko dlatego że w pewnym momencie zdecydowałem, że będę żył z oszczędności a 100% swojego czasu poświęcę na rozwój miejsca. Przez 2 lata byłem na darmowym etacie, a nawet 1,5 etatu. Efekt jest taki, że powoli zbliżamy się do optimum. No tylko kto na coś takiego się zdecyduje?
przyjrzyj się na Kmbinat konopny oni sie w istocie stali spółką akcyjna i wyemitowali swoje akcje otowane na giełdzie, Myślę o czymś takim albo też o formie fundacji lub spółki gdzie każdy wniesie swój realny kapitał i za ten kapitał kupicie lokal. pisałeś w poprzednim poście że sam lokal to koszt paru tysięcy gdybyści więc np z 10 k zeszli do 6 to macie każdego miesiąca 4 do rozdysponowania ekstra a to daje możliwości bo 4 k to już pół etatu dla kogoś z wszystkimi ubezpieczeniami etc. I tak samo wydaje mi sie ze wiekszosc wolałą by wpłacić np wstęp albo mieć nawet jakis karnet odwiedzin i potem czuć sie swobodnie na miejscu w korzystaniu z kawy herbaty etc (chociaż mogę sie mylić :) ) to są już takie moje dywagacje :D ale skupiłbym sie na rozwiązaniu problemu zakupu nieruchomości. ja to ostatnio liczyłem. w tym kraju płacisz póki co z 1000 - 2000 podatku rocznie za nieruchomość. to jest ogromny zysk względem czynsz jaki płacicie a wydaje mi się że właśnie akcjonariat mógłby być tu rozwiążaniem na pozyskanie środków bo podejrzewam zę takie miejsce w krk może kosztować z pół miliona czy jakoś tak? nie wiem w sumie jaki macie metraż. Ale dajmy na to że te pół bańki. to sie wydaje naprawde duzo ale weźmy ze znajdziecie z waszym obecnym stanem z 50 osób które bedą chetne nabyć akcje po te 5 -10 tysiecy. a ty i najbliźsi z ekipy wyłozycie po 25 - 50k i już miejsce będzie wasze :)
Albo np utworzycie fundację i np raz ze wystosujecie do urzędu wniosek o kase na fundacje bo tak sie da. Macie juz co pokazać wiec kasa jak w banku. A resztę członkowie zrzucą na kupkę i np właśnie ustanowicie jakiś statut w fundacji ze dla tych co sie dorzucili to są wpłacane dywidendy a w razie opuszczenia szeregów fundacji fundacja pokrywa ich wkład np w kilkunastu transzach jak na Blurt/hive ;)
Warto to przedyskutować.
opcji jest wiele :)
Ogólnie są dwa problemy. 1) nikt nie wyłoży grubszej kasy na KBK z prostego powodu: to jest działalność non-profit więc zysk z zasady nie może iść na jakieś dywidendy czy cokolwiek w tym stylu. Możemy mieć darczyńców, nie inwestorów. 2) nieruchomości w Krakowie są strasznie drogie i lokal, który zajmujemy ma rynkową wartość ~2 milionów zł. W sumie pół miliona, ale euro.
no to nieźle. sporo kasy. To w takim razie fundacja albo stowarzyszenie i możecie potem ubiegać sie od gminy o kasę jako organizacja wspierająca rozwój kultury i właśnie tworzenie trzecich miejsc. To by wam dało przestrzeń np do opłacenia osób które zajmą się tm na poważnie a także trochę oddechu w spinaniu budżetu.
To odpada, bo co do zasady nie bierzemy żadnych pieniędzy od państwa :)
no cóż państwo od was bierze ;) Państwo nie ma żadnych pieniędzy to są WASZE pieniądze :P
To w praktyce nie jest takie proste, jak się wydaje z boku. NGO-sy w Polsce działają w dość twardych realiach.
Pieniądze – większość organizacji jest uzależniona od grantów i dotacji, a te zawsze mają jakiś kontekst polityczny. Jak nie pasujesz do aktualnej narracji albo programu, to po prostu środków nie ma, niezależnie od tego, czy robisz coś sensownego.
Do tego dochodzi system konkursowy i papierologia. Trzeba się wpasować w cudze programy, pisać wnioski, składać raporty, liczyć wskaźniki i udowadniać, że „wszystko się zgadza w tabelkach”. Czasem więcej energii idzie na papiery niż na realną robotę.
W efekcie wiele NGO-sów nie robi tego, co naprawdę uważa za potrzebne, tylko robi (albo udaje, że robi) to, na co akurat są granty.
Lokale i nieruchomości – w dużych miastach ceny są kosmiczne. Kupno to miliony, wynajem to stały, wysoki koszt, który potrafi zjeść pół budżetu. Dla NGO-sa to nie „inwestycja”, tylko często kula u nogi. KBK jest w centrum miasta i to jest kolosalny atut.
wiem dlatego pierwsza moja myśl to było zrealizować to z pomocą współudziałów społeczności. Nie wiem jak duża społeczność ma obecnie KBK ale jeśli jest to np już z 1000 - 2000 osób to przy zrzutce + kilkunastu kiludziesięciu inwestorach da się zrealizować nawet takie kwestie jak nieruchomość za milion albo dwa.
Ale co do NGo to trzeba po prostu wiedzieć i umieć;) nie jedna osoba ściąga taką kase na projekty wydmuszki i nie ma żadnych zobowiązań. Wasz projekt jest realny wiec jak sie dobrze zakręcić i dobrze to rozegrać to dostalibyście pieniądze bez zobowiązań;)
siła tkwi w społeczności i organizacji oraz tym jak bardzo zdajecie sobie sprawę że cała ta pseudo ekonomia, pseudo państwo i szit jaki nas otacza to jedynie zlepek kolesiostwa, przepisy z dykty i umowy za plecami. I nie chodzi o to żeby być nieuczciwym tak jak większość ale żeby rozumieć to i nie być naiwnym kowalskim który grzecznie płaci podatki i daje się dymać tym co są nieuczciwi.