Podróż społeczna i rola biznesu, czyli dalej o trzecich miejscach
Szukając materiałów o miejscach trzecich trafiłem na rozmowę z. prof. Cezarym Obrachtem-Prondzyńskim. Szczególnie dwa fragmenty zwróciły moją uwagę.
W pierwszym (10:55) profesor stwierdził, że istnieje dość szeroka oferta dla młodych ludzi, ale ci nie odbierają jej jako swojej. Z drugiej strony sami nie wiedzą czego dokładnie chcą, bo definiowanie potrzeb jest procesem. Zresztą często zakończonym niepowodzeniem. I to jest naturalna rzecz, że się próbuje. Problem w tym, że dominuje myślenie wynikowe (wskaźnikowe) właściwe dla kultury grantów. Ta z kolei nie toleruje sytuacji, w której cel, który osiągamy jest zupełnie inny od tego założonego.
Druga myśl (12:52) jest następująca: w kontekście grantów okazuje się, że biznes może pełnić ogromną rolę kulturotwórczą finansując projekty otwarte, które nigdy nie mogłyby zostać zrealizowane ze środków publicznych. Jeśli ktoś (mecenas) ma otwartą głowę to zrozumie, że sama "podróż" może być wartością. Biznes nie musi trzymać się konkretów a może robić coś, co będzie mechanizmem otwierającym energię społeczną.
Zgadzam się z tym w 100% i wielokrotnie mówiłem o tym w kontekście wsparcia z Value Planu dla KBK. Jednym z najważniejszych jego plusów była elastyczność, czyli choćby brak z góry określonych KPI (co wiele osób krytykuje). W przypadku Królestwa zadziałało to świetnie. Mogliśmy eksperymentować, bez presji szukać nowej formuły promocji i przyniosło to niesamowite efekty. W konsekwencji nawet bez żadnych środków Hive będzie promował się sam.
Nie zgadzam się z kolei ze stwierdzeniem, że ogromnym problemem jest komercjalizacja miejsc trzecich (1:45): "muszę kupić kawkę żeby tam przysiąść". W czym problem? Przecież właśnie tak działały miejsca trzecie przez setki lat. Puby, karczmy etc. Nikt tam za darmo nikogo nie poił. Ja widzę natomiast inny problem. Z racji, że państwo weszło w tę sferę próbując odgórnie organizować ludziom czas wolny, to często prowadzi do tego, że oddolne inicjatywy muszą borykać się ze złymi nawykami z publicznych instytucji. Wszak tam zwykle wszystko jest za darmo. W efekcie gościom oddolnie tworzonych lokali często nawet przez myśl nie przejdzie, że odpowiedzialność za utrzymanie miejsca spoczywa również na nich.