Obywatelstwo Królestwa?

avatar

W lutym rzuciłem na tapet kwestię zdefiniowania KBK jako mikronacji. Później było kilka dyskusji a ten temat i ostatecznie stanęło by: 1) obudować to jakąś ideą (np. KBK jako miejsce wewnętrznej emigracji tych, którzy mają dość polaryzacji), 2) potraktować to bardziej happeningowo (być bardziej jak Zarzecze niż Liberland).

Kilka dyskusji toczyło się wokół różnych fizycznych atrybutów. Oczywiście padła kwestia paszportu. Fizycznego z pieczątkami. Pojawił się też pomysł, by "rycarowa szlachta" mogła nosić... sygnety. Ostatnio wróciłem do tego myślami w kontekście innych dyskusji na temat tego jakie powinno być KBK. No i pomyślałem, że trąci to trochę "sekciarstwem", którego chcemy uniknąć.

Poszedłem dalej tą ścieżką i doszedłem do wniosku, że instytucja obywatelstwa, którą znamy w Polsce wcale nie jest idealna. Bardzo dużo determinuje to, na co nie mamy w ogóle wpływu, czyli kwestia urodzenia. Jedni mają szczęście, że gdzieś się urodzili, inni mają pecha. Pamiętam jak wiosną 2022 studiując jeszcze kulturoznawstwo uczestniczyłem w zajęciach, podczas których poruszona została kwestia potencjalnej wojny na terenie Polski. Zdecydowana większość studentów zadeklarowała, że w pierwszym dniu inwazji uciekłaby z kraju. Z podobnymi postawami mamy do czynienia wśród niektórych Ukraińców. Z drugiej strony po ukraińskiej stronie walczy całkiem sporo zagranicznych ochotników. Kto bardziej ma prawo do miana obywatela? Czy można obywatelstwo uzależnić od jakiegoś wkładu?

Paradoksalnie nie jest to całkowicie abstrakcyjne rozważanie. Całkiem niedaleko nas jest kraj, gdzie wielu mieszkańców jest nie-obywatelami. Mają większość praw takich jak obywatele, ale nie mogą np. brać udziału w wyborach. Chodzi oczywiście o Łotwę i jej prawo stosowane wobec rosyjskojęzycznej mniejszości, która nie ma zamiaru uczyć się języka łotewskiego. Każdy nie-obywatel może awansować na obywatela, ale musi spełnić warunki.

I tak dochodzimy do kwestii potencjalnego obywatelstwa Królestwa. Aktualnie nie ma takiej instytucji. Konstytucja stanowi jedynie, że "posiadanie rycarów depozytowych jest równoznaczne z posiadaniem prawa do głosowania". Każdy, kto ma choćby 1 RCR może złożyć wniosek i brać udział w głosowaniach. W praktyce oznacza to, że jest obywatelem i jest to jedyny warunek. Do dyskusji jest zatem kwestia czy tak właśnie powinno być. Może powinien być jakiś wyższy próg, który dawałby poszczególne prawa?

Istotne w tym potencjalnym "eksperymencie państwotwórczym" jest to, że rycary depozytowe nie mogą być przekazane. Jeśli więc ktoś ma dziecko, to jego głos będzie pochodną jego własnego wkładu a nie zasług przodków. Tym samym system rycarowy jest czymś pośrednim między demokracją (równe szanse), ustrojem arystokratycznym (ważony głos) i monarchią (silna pozycja namiestnika). Sama koncepcja połączenia różnych ustrojów nie jest niczym nowym, ale dzięki blockchainowi nigdy nie była ona tak łatwa do wdrożenia.



0
0
0.000
0 comments